Matka polka laktatorka, czyli co z tą dietą?

napisał(a) Matka_Polka_Pierworodka

Chwilę mnie tu nie było. Okazuje się, że pierwsze dwa miesiące z maluchem mogą okazać się pełne roboty, mimo, że dzieciątko przecież głównie śpi, je lub wymaga noszenia i zabiegów pielęgnacyjnych 🙂 O tym jednak, jak byłam ostatnio urobiona po pachy może kiedy indziej.

Dziś temat, który zajmował moją głowę za każdym razem, gdy podejrzewałam u naszego Bąbla kolkę lub gdy zatroskana mama lub babcia podsuwały mi potrawę x (tu nazwa dowolnego dania bez smaku) lub gdy odmawiano mi czegoś dobrego przy okazji rodzinnego obiadu. Dieta matki karmiącej. W internecie panuje aktualnie opinia, iż nie istnieje coś takiego, jak dieta matki karmiącej. Fora dla matek wręcz krzyczą jednym głosem – jedz wszystko! A więc jak to jest? Czy więc faktycznie możemy jeść wszystko, co wpadnie nam w ręce? Dzisiejszy post jest efektem małego przeglądu literatury i źródeł internetowych (i nie były to fora dla mam ;)) oraz moich zwykłych, codziennych obserwacji.

Już w popularnej literaturze (nie polskiej) z 2000 roku czytamy, że „nie ma żadnej specjalnej diety dla matek karmiących, powinna być wartościowa i zróżnicowana. Co prawda niektóre pokarmy zmieniają smak mleka, lecz wpływa to stymulująco na rozwój smaku dziecka”*. I w zasadzie ten cytat mógłby zamknąć nasze rozważania – ok., możemy jeść co chcemy a wszelkie „nietypowe” potrawy mogą ewentualnie sprawić, że nasze mleko bardziej lub mniej zasmakuje dziecku. Powinnyśmy natomiast omijać używki (choć o kawie np. napiszę później) i alkohol, o czym pisze autorka w tym samym rozdziale. Ważne, aby dieta była wartościowa i zróżnicowana, i to słowa klucze, na które jednak moim zdaniem rzadko zwraca się uwagę w internetowej dyskusji.

Dieta zróżnicowana i wartościowa pojawia się w innych źródłach jako Piramida Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej, czyli znana wcześniej piramida zdrowego żywienia zaktualizowana przez Instytut Żywności i Żywienia o nowe komponenty (podstawą aktualnej jest aktywność fizyczna). Uwzględnia zarówno produkty mleczne (które w diecie eliminacyjnej, znanej naszym mamom i babciom były mocno ograniczone, a które są niezbędne, aby zapewnić organizmowi mamy wystarczającą ilość wapnia – zapotrzebowanie na ten pierwiastek pokryją np. 2 szklanki mleka dziennie i orzechy), mięsa i tłuszcze (i wcale nie jest to wyłącznie gotowany kurczak), warzywa i owoce (starej daty położna w zasadzie zaleciła mi wyeliminowanie wszystkich owoców z jadłospisu). Zaleca się też większe spożycie ryb, ze względu na zawarte w nich kwasy DHA, istotne dla rozwoju niemowlęcia (uwaga jednak na ryby o wysokim stężeniu rtęci – śledzie i łososie bałtyckie).

 Ba, można sobie pozwolić nawet na kawę (zalecane ograniczenie spożycia kofeiny u karmiących piersią (i ciężarnych) do maksy­malnej dobowej dawki 300 mg, czyli takiej, jak u innych chcących zachować zdrowie ludzi ;))).

W dostępnej literaturze nie zaleca się stosowania diety eliminacyjnej u kobiet karmiących piersią. Argumentem jest potencjalna szkodliwość takiego podejścia dla dziecka – zmniejszenie tolerancji na pokarmy, które już wkrótce (za kilka miesięcy) malec będzie już sam spożywał. Nie dopuszczanie do jego organizmu składników potencjalnie alergizujących miałoby negatywnie wpłynąć na budowanie odporności na alergeny w przyszłości.

ALE…

Równocześnie w większości źródeł zaleca się obserwowanie karmionego piersią dziecka. Jeśli bowiem maluch cierpi na częste bóle brzucha, mocno ulewa lub brudzi pieluchy na zielono (tak, i to w kolorze zieloniutkiej, wiosennej trawy), to coś może być na rzeczy. Jeśli więc kilkukrotnie po spożyciu przez nas określonego produktu dziecko jest niespokojne, ma napięty brzuszek, pojawiają się wzdęcia i wysypka, warto skonsultować się z lekarzem. Prawdopodobnie zaleci on wyeliminowanie wątpliwego składnika z diety i obserwację przez 2 tygodnie. Bardzo możliwe, że zaleci wprowadzenie danego składnika do menu z powrotem po sześciu tygodniach i dalszą obserwację malca.

Nie jest więc tak, że nastąpił totalny zwrot i powinnyśmy, jak to można by przyjąć czytając matkowe fora, „żreć wszystko”. Wybaczcie dobitność słów, ale należąc do jednej (bardzo sympatycznej) grupy „mamuśkowej” tak odbieram aktualną modę w diecie matki karmiącej. Częstotliwość publikacji zdjęć zawierających ociekających tłuszczem dań z fastfoodów z komentarzem „dieta matki karmiącej, hahaha” jest zatrważająca.

Nie eliminujemy jednak na zapas

I o tym przeczytamy zarówno na wspomnianym portalu Medycyny Praktycznej, jak i w opracowaniach Standardy Medyczne (tu np. zachęcam do przeczytania artykułu Hanny Szajewskiej, 2016, Jak zapobiegać alergii na pokarm w 2016 roku?, Klinika Pediatrii, Warszawski Uniwersytet Medyczny, Standardy Medyczne 2/2016). Obserwujemy jednak dziecko, bowiem może ono wykazać uczulenie na niektóre składniki, np. dość popularna w Polsce jest alergia na mleko i jego przetwory, stąd przy bogatej w mleczne produkty diety matki maluch może cierpieć na dokuczliwe bóle brzuszka (tak było w naszym przypadku). Inne, potencjalnie nie służące maluchom potrawy w diecie mamy, to czekolada i owoce cytrusowe a także pomidory i orzechy.

Podsumowując, nie istnieje dieta matek karmiących taka, jaką pamiętają nasze mamy i babcie, oparta na eliminacji wszystkich składników potencjalnie alergizujących czy wzdymających malucha. Aktualnie wręcz przestrzega się przed stosowaniem diety eliminacyjnej, bowiem takie rygorystyczne podejście do spożywanych pokarmów może przynieść odwrotny skutek i wywołać alergię u dziecka w przyszłości (nie będzie miało ono okazji uodpornić się na alergizujące związki w pierwszych miesiącach życia). Złudne jest jednak przekonanie, że to, co jemy nie ma wpływu na zdrowie naszego dziecka (a także nasze). Nie popadajmy więc w skrajność, żywiąc się fast-foodem na przekór „dobrym radom” mam i babć 😉 Chodzi bowiem nie tylko o zdrowie dziecka ale i nasze. Podstawą diety matki karmiącej, tak jak w przypadku innych dziedzin życia, jest zdrowy rozsądek.

*Bacus A., Mama debiutantka, s. 28, Hachette Livre Polska, sp. z o. o. (oryginalne wydanie z 2000 roku, polskie 2008).

Poza przywołaną pozycją „Mama debiutantka” zapoznałam się także z poniższymi publikacjami:

  • Borszewska-Kornacka M., Rachtan-Janicka J., Wesołowska A., Socha P., Wielgoś M., Żukowska-Rubik M., PawlusB., 2013, Stanowisko Grupy Ekspertów w sprawie zaleceń żywieniowych dla kobiet w okresie laktacji, Standardy Medyczne 3/2013;
  • Dr hab. Med. Jarosz M. (red. nauk.), 2012, Normy żywienia dla populacji polskiej – nowelizacja, Instytut Żywności i Żywienia;
  • Weker H., Więch M., Suplementacja w żywieniu kobiet w okresie ciąży i laktacji – aktualne spojrzenie, Zakład Żywienia, Instytut Matki i Dziecka w Warszawie i Zakład Żywienia Człowieka, Wydział Nauki o Zdrowiu, Warszawski Uniwersytet Medyczny, standardy medyczne/pediatria n 2010 n T. 7 n 569–578;
  • Kalendarz Żywienia i Aktywności Fizycznej Młodej Mamy 2015/2016, Instytut „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka” przy współpracy z P. Bernatek-Brzózką, M. Hajduczek-Zgażańską, K. Żywczyk. Recenzja: prof. dr hab. J. Charzewska;
  • Poradnik karmienia piersią według zaleceń Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci, Fundacja NUTRICIA, Warszawa 2016;
  • Szkolenie „O karmieniu piersią – dla mam, http://akademia.nfz.gov.pl/o-karmieniu-piersia-dla-mam/, dostęp 1 lipca 2017 r..
23
Powrót do blogów

Dodaj komentarz