Zegarek sportowy – trener osobisty czy zbędny gadżet?

napisał(a) StrefaChillout

Używacie gadżetów w trakcie treningów? Ja nie wyobrażam sobie wyjścia na rower ani biegu na bieżni bez mojego sfatygowanego już lekko bezprzewodowego mp3.

Gadżeciarą jestem od dziecka i naprawdę nie jest dla mnie sztuką, by powstrzymać się od zakupu kolejnej pary butów, natomiast jeśli widzę jakieś nowinki technologiczne… przepadam.

TomtomDo mojego cyfrowego arsenału dołączył niedawno zegarek sportowy. Gdy koleżanka zapytała mnie, „co on robi?” mogłam odpowiedzieć w zasadzie krótko: niewiele. Długo poszukiwany zegarek miał spełniać zasadniczo dwie funkcje – mierzyć mój puls i rejestrować trasę. Pomiar pulsu był dla mnie funkcją priorytetową, bowiem zależało mi bardzo, aby wreszcie dowiedzieć się, kiedy w trakcie treningu utrzymuję się w tej magicznej strefie spalania. Rejestrator GPS pozwala natomiast zaspokoić moje geograficzne rządze posiadania danych o moim położeniu, analizowania tras i poszukiwania nowych.

Innymi istotnymi funkcjami okazała się możliwość przegrania danych do popularnych aplikacji mierzących aktywność fizyczną (ja np. od dawna jestem wierną fanką Endomondo), system powiadomień o utrzymywaniu pożądanej strefy tętna, nieprzemakalność (zegarek dedykowany jest także fanom pływania) i pulsometr wbudowany w zegarek. Ten ostatni warunek okazał się strzałem w dziesiątkę – szczególnie kobiety powinny rozumieć moją niechęć do pasów napiersiowych.

Bardzo zależało mi również, aby zegarek nie pełnił funkcji smartwatcha połączonego na stałe z komórką. Chciałam uniknąć rozpraszających w trakcie treningu dźwięków, powiadomień o sms czy mailu z pracy. W trakcie treningu liczę się ja, i tylko ja – to MÓJ czas dla mnie.

Podsumowując – zegarek robi tylko tyle i aż tyle   😉 

A Wy macie jakieś swoje ulubione „zabawki”, bez których nie możecie się obyć na treningach i w codziennych aktywnościach?

Powrót do blogów

Dodaj komentarz